Sobota, 23 marca 2019 r.   Imieniny: Pelagii, Oktawiana, Feliksa
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Krystyna Stańko

Krystyna Stańko. Fot. Magda Jasińska
Krystyna Stańko. Fot. Magda Jasińska
Wokalistka jazzowa, pedagog – prowadzi klasę śpiewu jazzowego w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Niedawno ukazała się jej kolejna płyta „Aquarius”.

- Bardzo lubię uczyć. Na początku, kiedy dostałam tę propozycję, (...) to sobie myślałam, że to jest bardzo duża odpowiedzialność. Zaczęłam pracować na uczelni i byłam wtedy muzykiem koncertującym, piszącym piosenki - jak to dziewczyna z gitarą, która pisze teksty i układa do tego akordy. Wtedy nie przychodziło mi do głowy, że mogę być nauczycielem...


Piątek, 22 marca 2019 godz. 21:07
Zawładnęłaś Top Jazzem - naszą jazzową listą przebojów.

- Naprawdę jestem zachwycona i zaskoczona. Bardzo dziękuję za wszystkie głosy, wyrazy sympatii i uznania, że to, co robię jednak ma jakiś miły wydźwięk i trafia do serc słuchaczy. To jest dla mnie chyba największe wyróżnienie.

Krystyna Stańko. Fot. Magda Jasińska
Krystyna Stańko. Fot. Magda Jasińska
Przyjeżdżają do mnie twoje studentki – wokalistki, czyli już trochę wrosłaś w ten akademicki pejzaż. Ty - cały czas koncertująca wokalistka, lubisz uczyć?

- Lubię, bardzo lubię uczyć. Na początku, kiedy dostałam tę propozycję - a to już blisko 15 lat temu Leszek Kułakowski do mnie zadzwonił - to sobie myślałam, że to jest bardzo duża odpowiedzialność. Zaczęłam pracować na uczelni i byłam wtedy muzykiem koncertującym, piszącym piosenki - jak to dziewczyna z gitarą, która pisze teksty i układa do tego akordy... Wtedy nie przychodziło mi do głowy, że mogę być nauczycielem i jak dostałam tę propozycję to podzieliłam się wątpliwościami z moją siostrą, która jest nauczycielem, od ponad 30 lat nie mieszka w Polsce i ma 70 uczniów w klasie fletu. Ona tak wówczas mówiła do mnie: „Słuchaj, ty się nie bój, po prostu mamy to we krwi. Zobaczysz dasz radę. My po prostu kochamy uczyć i jesteśmy nauczycielkami z powołania”. To ona troszeczkę mnie wtedy wsparła w tej decyzji - że spróbuję. Aczkolwiek wiedziałam, że będę grała koncerty i będę musiała wówczas to odpracować. I tak to już trwa 15 lat. Doczekałam się absolwentek, absolwentów, którzy debiutują, pokazują siebie w kolejnych odsłonach wydawniczych.

A Ty czegoś się od nich uczysz?

- Uczę od nich tego, żeby cały czas być na bieżąco. To mi też daje moja praca w radiu. Bardzo mi w tym pomaga, ale przede wszystkim to, że możemy wymieniać się tym, czego słuchamy w danym momencie, co nas fascynuje albo z czym się borykamy. To jest może zabawne, bo już mam jakiś tam staż pracy na scenie, ale cały czas, jak młodzi zdają egzaminy na naszą uczelnię, to siedząc w tej komisji często się tak bardzo denerwuję i przypomina mi się, jak ja byłam po tej drugiej stronie. Zawsze wchodzę w tę sytuację, bo wiem, że to jest dla nich bardzo ważny życiowy moment. My jako ta komisja musimy być wrażliwi i uważni, a to nie jest łatwe, kiedy zdaje ponad 100 osób i możemy przyjąć jedynie 4. Odpowiedzialność jest duża. I chociaż przecież pracujemy w muzyce, a nie operujemy na otwartym sercu, to jednak liczę się z tym, że to jest dla nich życiowy moment i za każdym razem sobie myślę: „Boże, kiedy to minie, że nie będę się tak denerwować, jak ktoś wchodzi”. Zdaje sobie z tego sprawę, że studia mogą niektórym osobom pomóc i mam nadzieję, że jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Tak do tego podchodzę.

Jest dużo dobrze śpiewających osób.

- Tak, ale problemem może być jak odnaleźć swoją osobowość, swoją głębię, swój kierunek, pokochać siebie, swój głos i wypowiadać się nim jako swoim instrumentem.

Byłaś na gali Fryderyków. Z jakimi uczuciami wracasz?

- Mam przyjemność zasiadać w komisji jazzowej i wracam z mieszanymi emocjami. Gala na żywo była dużym przeżyciem, bo była spektakularna. Była też w Katowicach, czyli w miejscu, gdzie kończyłam studia na jedynym wówczas wydziale jazzowym. Nawet udało mi się spotkać z przyjaciółmi. Widziałam ten nasz show-biznes z bliska, bardzo się cieszyłam z wygranej Dawida Podsiadło. Sprzyjam mu i bardzo mi się podoba to, co robi i jakim jest artystą. Cieszyłam się z Fryderyka Kasi Nosowskiej. Oczywiście czekałam na tę naszą kategorię jazzową i muszę tutaj niestety wlać troszeczkę dziegciu. Nadal jesteśmy postrzegani - my jazzmani - jako taka kategoria, która jest gdzieś poza transmisją, gdzie zwycięzców podaje się tylko w skrócie. A wydaje mi się, że tacy artyści jak Marcin Wasilewski, który nagrywa dla legendarnej wytwórni ECM, dla której nagrywał Tomasz Stańko, to są naprawdę ważne rzeczy. A Marcin Wasilewski, który zostaje Muzykiem Roku, dostaje nagrodę poza transmisją.
Krystyna Stańko. Fot. Magda Jasińska
Krystyna Stańko. Fot. Magda Jasińska
Krzysztof Herdzin był niedawno u nas i też miał mieszane odczucia, jeśli chodzi o Fryderyki.

- Jesteśmy w komisji w zaledwie 10-osobowym składzie. Oczywiście nie jest łatwe wyłanianie i robienie tego pierwszego sita. To niewdzięczna dość rola, natomiast gala powinna być świętem muzyki i te nagrody powinny być dla nas ważne, a czasami budzą właśnie kontrowersje.

Uczysz od wielu lat, ale też nie stronisz od koncertów. Wręcz przeciwnie, potrafisz równoważyć to, co należy do Ciebie - wykładowcy akademickiego ze swoją pracą artystyczną.

- I to wcale nie jest takie proste i był taki czas, kiedy musiałam troszkę przystopować z koncertami, aby zająć się pracą na uczelni. Musiałam sobie jakoś poukładać tak ten kalendarz, aby cały czas grać koncerty, bo to jest coś, co uwielbiam i co daje mi ogromny napęd. Nie wyobrażam sobie innego życia i już tęsknię za koncertami i występami, więc jakoś to łączę, ale czasami bywa trudno.

Po kilku latach, właściwie po 2,4 roku nagrałaś kolejną swoją płytę, powiedziałabym na bogato. Utwory zaaranżował Krzysztof Herdzin.

- Tak, udało mi się go namówić. Krzysztof miał swoje plany, ale na szczęście powiedział mi, że będzie chciał zrobić ze mną tę płytę, więc czekałam z całkowitym zaufaniem i spokojem. To nie było też na pewno łatwe zadanie - taka praca na utworach, które zostały już wielokrotnie interpretowane i powstawały też orkiestracje, różnego typu aranżacje. Tym bardziej chwała Krzysztofowi za to, co zrobił.

Można zakochać się w tych utworach.

- Kiedy wyciągałam te stare kompozycje to uświadomiłam sobie, że niektóre powstały w 1940 czy 1939 roku i to jest odległa, zamierzchła przeszłość. Na szczęście z tą muzyką i z tymi muzykami, z którymi mam ogromną radość i szczęście pracować, można cały czas odkrywać muzykę na nowo. A te standardy mają też w sobie potencjał, niesłychanie pięknych melodii czy bogatych harmonii. Jeżeli ktoś do tego podchodzi z estymą, a jednocześnie kreatywnie, to można krzesać i krzesać.